Tuesday, February 28, 2012

Huhnerfleisch Chop Suey - puszka pełna zawodu

Oto dzień który zapiszemy w kalendarzu - dodanie nowego działu na naszym blogu. Nie liczymy na doprowadzenie przez to do rewolucji, niemniej jednak jesteśmy szczęśliwi, że poszerzamy horyzonty i dodajemy tu odrobinę świeżości i unikatowości. Plan jest prosty. Podejmiemy zamiast was ryzyko próbowania produktów które można znaleźć na półkach przeciętnych sklepów. Będą produkty nowe i stare, drogie i tanie. Wybierać będziemy je bez żadnego specjalnego schematu, zdając się głównie na intuicję i własną ciekawość.

Pierwszym produktem jaki zostanie przez nas oceniony będzie "Huhnerfleisch Chop Suey", czyli "Kurczak Chop Suey" (jak widnieje na etykiecie), a dla tych co nie wiedzą "chop suey" to potrawa z mięsa, kiełków fasoli, bambusa itp. Producentem tego cuda za 5,99 zł, jest VITASIA, znana z innych chińsko-podobnych produktów, które można dostać w Lidlu. Waga netto produktu to ok. 540g.



Huhnerfleisch Chop Suey
waga: 540g
cena: 5,99 zł
dostępne tylko w Lidlu








Otóż poza ciekawością pozwoliłem sobie skusić się na tą puszkę tylko z jednego powodu. Przyciągnęła mnie właśnie marka, znana mi z dobrego makaronu jajecznego, który używamy do potraw chińsko-podobnych. Etap jedzenia w puszkach osobiście mam już za sobą, przynajmniej jakieś 5 lat, moja żona nawet nie może dobrze sięgnąć pamięcią kiedy to było w jej wypadku, dlatego też rozumiałem jej sceptycyzm gdy zobaczyła  w reklamówce z zakupami puszkę z gotowym jedzeniem. I tym razem kobieca intuicja okazała się niezawodna, ale nie zapomnijmy, że to męska odwaga jest przyczynkiem do tego wpisu. Bo ta potrawa, jak wszystko co do tej pory jadłem z puszki wymaga na prawdę heroizmu. Gorzkawa maź z bliżej nieokreślonymi warzywami, z jakimiś kawałkami mięska, co do których pochodzenia nie mam pewności. Jak pamięcią sięgnę, to smakowałem i gorsze rzeczy, w tej nawet był jakiś potencjał, żeby to poprawić. Jak wspomnę słoik pulpecików w sosie pomidorowym i to znanego producenta, to faktycznie "chop suey" wypada całkiem nieźle, ale jednak pulpeciki, to wspomnienie budowlanych delegacji, gdzie żywisz się po kosztach, a nasza puszka jest zdecydowania za droga, żeby oceniać ją w tych kategoriach.

 Wracając do potencjału potrawy, to potrzebowaliśmy około 10 minut, żeby odpowiadała naszym potrzebom smakowym. Musieliśmy podsmażyć pora na maśle, dodać śmietanę, sok z cytryny i cukier. Razem z ryżem sytuacja została uratowana (tym bardziej, że nie mieliśmy akurat nic innego do zjedzenia). Teraz spoglądam na skład produktu i jakoś nie jestem zdewastowany. Widać tutaj raczej rękę kogoś z zamiłowaniem do eksperymentowania w kuchni, niż efekt wyliczeń wykształconego chemika. Nie zabrakło oczywiście witaminy E, w tym przypadku E-412 i chociaż to jeden z dwóch przedstawicieli tej "rodziny witamin", to nie podoba mi się sposób w jaki współczesne kompanie kryją ich obecność w potrawach za nazwami rodzajowymi, tutaj - guma guar. Żeby tradycji stało się zadość dodano, glutaminian sodu(E-621), a dalsze składniki nie wywołują żadnych złych skojarzeń, chociaż czasem dziwią (wino?). Mimo nie za dużej ilości świństw w środku i rozsądnej wartości kalorycznej (421 kcal na puszkę) nie będziemy smakować się więcej "Huhnerfleisch Chop Suey", ani sprawdzać innych opcji smakowych tej serii produktów. Nie bardzo wiemy też komu ewentualnie polecić taką gotową potrawę, bo dla mniej zasobnych ludzi zbyt droga, a dla bardziej zasobnych raczej niezbyt opłacalna.

 No chyba, że dla leniwych studentów którzy mają rozsądną ilość gotówki, ale są zbyt leniwi na gotowanie, a potem zmywanie...

Wednesday, February 15, 2012

Rigal Malbec



Rigal Malbec
czerwone wytrawne
typ: wina oryginalne
kraj pochodzenia: Francja
Region: Cahors
pojemność: 0,75 l.
zawartość alk. 12%
cena: ok. 23-25 zł

Rigal Malbec pochodzi z upraw w południowo-zachodniej Francji. Na obszarze ok 10 tys akrów, rozciągającym się na stromych, malowanych słońcem stokach gór Cévennes (Seweny) hoduje się głównie szczep Malbec. Jest on głównym składnikiem produkowanego tam, intensywnego w smaku wina, znanego pod lokalnymi nazwami "Côt", "Côt Noir" lub "Auxerrois". Receptura zawiera minimum 70% Malbec. Pozostałe 30% dopełniają odmiany Merlot i Tannat. Młode wino może być przepełnione lekką goryczą, którą traci na rzecz głębokiego smaku w miarę upływu czasu.
Rigal Malbec to wino z tzw. certyfikatem Appellation d’origine contrôlée (AOC),w języku polskim jest to tlumaczone jako aplikacja. A jest to nic innego jak potwierdzenie zgodności produktu z oryginalną recepturą. Sprzedawanie tego wina bez powyższego certyfikatu jest karalne, podobnie rzecz się ma z innymi produktami spożywczymi wpisanymi na listę AOC (np. sery).
Głównym rejonem upraw jest miasto Cahors, które swój złoty czas przechodziło ok. XIII wieku, a to głównie z powodu położenia na zatłoczonej trasie pielgrzymki do Santiago de Compostella, a ponadto na chętnie i często odwiedzanym szlaku handlowym. Miasto stało się europejskim ośrodkiem bankowym i handlowym. Lichwa kwitła na każdym rogu, spędzając zadłużonym sen z powiek. Wszystko jednak kiedyś się kończy i tak też w XIV wieku z powodu wojny stuletniej, Cahors utraciło swoją pozycję i zwiędło.


Co się tyczy wina, to pierwsze winnice w tym rejonie posadził, nie kto inny, jak starożytni Rzymianie 50 r. p.n.e. Dawno, nieprawdaż? W czasach średniowiecznych tamtejszy trunek był zwany "czarnym winem Lotu", tj. tamtejszej rzeki. Był tak wyśmienity, że nawet kler w całej swojej świętości i pobożności nie zdołał mu się oprzeć - i tak urodzony tam papież Jan XXII uczynił Malbec winem mszalnym. Nie był jedynym, który wpadł na taki pomysł. W czasach carskiej Rosji, za panowania Piotra I, rosyjski kościół prawosławny poszedł w ślad za zwierzchnikiem siostrzanego kościoła katolickiego i zaczął raczyć się Rigal Malbec podczas mszy. Może kiedy za oknem panowała rosyjska zima, pękająca od mrozu i śniegu, śliwkowy aromat wina przywodził im na myśl zielone, słoneczne stoki Francji.
W XIX wieku Francję nawiedziła zaraza zwana "The Great French Wine Blight" (czyli wielkim francuskim winnym nieszczęściem). Dotknęła i zaprzepaściła wiele upraw we francuskich winnicach. Do Cahors dotarła w latach 1883-1885 zbierając swoje żniwo. W połączeniu z ciężkimi mrozami, które nawiedziły rejon w 1956 roku większa część zbiorów została zniszczona do tego stopnia,że postanowiono odnowić winnice en masse. W wyniku tego przeważającym szczepem stał się Malbec, aż do dziś.




To, co mnie urzeka w Rigal Malbec to jego ciemno-śliwkowa, intensywna barwa przypominająca sok z jagód. Mogłabym się wpatrywać w nią godzinami. O jakości trunku świadczy choćby to, że jak każde dobre wino pozostawia lekko tłusty nalot na kieliszku. Bukiet tego dojrzewającego w dębowych beczkach wina, to przeplatające się śliwkowe i czekoladowe, bardzo aromatyczne nuty. Na finiszu wyczuwamy najpierw lekką słodycz, z czasem przeobrażającą się w kwaskowaty podtekst. Idealne do czerwonego mięsa, cięższych gulaszy, makaronów i serów pleśniowych zagryzanych słodkimi, rozpływającymi się w ustach winogronami.

Saturday, February 11, 2012

Szarlotka na kruchym cieście/ Apple pie

Po powrocie z Indii mamy ochotę na proste, polskie smaki. Jednym z takich jest klasyczna szarlotka. Minimalistyczna w składzie, prosta w wykonaniu, pachnąca cynamonem i przykryta grubą pokrywą z pysznej kruszonki - bo przecież o to chodzi.  Przepis na ciasto, który tu podaję zawsze wychodzi. Jeśli nie da się go łatwo przenieść do formy po rozwałkowaniu, nie martwcie się. Można urywać po kawałku ciasta i wyklejać nim formę - i tak wychodzi pysznie.
Do tego T. poleca Blue Moon-Billy Holiday. Muzyka rozpływa się w uszach, podobnie jak szarlotka w ustach.














Składniki:

ciasto kruche:
  • 2 szkl. mąki tortowej
  • 2 jajka
  • kostka twardej margaryny (nie Kasi)  (musi być w temp. pokojowej)
  • 1/2 szkl.cukru
  • 2 łyżki proszku do pieczenia
masa:
  • 5 dużych jabłek lobo
  • opakowanie cynamonu
  • 2 cukry waniliowe
  • ok 1/2 szkl cukru (dosłodzić do smaku, każdy lubi inaczej)
  • 1/4 kostki margaryny
  • aromat waniliowy
kruszonka:
  • 1/3 kostki margaryny (musi być w temp. pokojowej)
  • 1 szkl. mąki
  • 3/4 szkl. cukru

Zagniatamy ciasto ze wszystkich składników. Wyrobiamy je, aż będzie miało gładką konsystencję. Następnie zawijamy w folię i odstawiamy do lodówki na 3 h.
Jabłka należy obrać ze skóry i pokroić w kostkę. W garnku o grubym dnie roztopiamy margarynę, dodajemy jabłka, cynamon, cukier zwykły, waniliowy i cały aromat waniliowy. Próżymy je, mieszając od czasu do czasu, aż będą miękkie. W osobnej misce mieszamy mąkę, miękką margarynę i cukier. Zagniatamy wszystko, aż otrzymamy nie klejące się do rąk, sypkie grudki - czyli kruszonkę. Po 3 h wyjmujemy ciasto kruche i rozwałkujemy je na grubość ok. 2 cm. Wykładamy nim formę do pieczenia. Jeżeli pieczemy w piekarniku - nie zapomnijmy wyłożyć formy papierem do pieczenia, jeśli np. w prodiżu, to ciasto wkładamy bezpośrednio do urządzenia. Formujemy wysokie na ok. 4 cm ściany ciasta, tak aby jabłka nie wylewały się poza ciasto. Nakładamy gotową masę jabłeczną i posypujemy kruszonką. Pieczemy 45-50 min. w temp. 180 C.

Podajemy z Blue Moon Billy Holiday.

................................................................................................................................................................... 

After returning from India, we feel like a simple Polish tastes. One of these is the classic apple pie. Minimalist in composition, simple in making , smelling with cinnamon and covered with a thick cover of delicious crumbled - because that's all about.
T. For this recommended Blue Moon-Billy Holiday. Music melts in your ears, like apple pie in my mouth.Ingredients:pastry:

    
2 cups cake flour
    
2 eggs
    
cube of margarine  (must be at room temperature)
   
1/2 glass of sugar
    
2 tablespoons baking powderapples:

    
5 large apples lobo
    
pack of cinnamon
    
2 vanilla sugar
    
approx 1/2 cup sugar (sweeten to taste, everyone likes different)
    
1/4 cube of margarine
    
vanilla flavorcrumble:

    
1/3 cube of margarine (must be at room temperature)
    
1 cup flour
    
3/4 cup sugarKnead the dough with all ingredients. Knead them until you have a smooth consistency. Then wrap in foil and leave in the fridge for 3 hApples should be peeled and cut into cubes. In a thick bottom saucepan melt margarine, add apples, cinnamon, sugar, vanilla sugar and the vanilla flavor. Simmer them, stirring occasionally, until soft. In a separate bowl mix flour, soft margarine and sugar. Knead everything until it is not sticky to the hands. After 3 hours take out the pastry and roll it out to a thickness of about 2 cm. If you bake in the oven - do not forget to put baking paper form if, for example in prodig, then put the dough directly into the machine. Form a high of about 4 cm wall of the dough, so that apples are not poured out of the cake. We impose ready-made apples on the cake and sprinkle the top with crumble. Bake for 45-50 minutes. at 180 C.Serve with Blue Moon by Billy Holiday.
 

Sunday, February 5, 2012

Smaki Indii - lokalny targ, cz.2

Targ w Ajmerze, Rajastan
 Targ w Indiach to, jak widać na powyższym obrazku, zjawisko niezwykle barwne i dynamiczne. Każdy się targuje, przekrzykuje, czasem słychać nawet promujące czosnek czy też cebulę piosenki. Hindusi prześcigają się w pomysłach, jeśli chodzi o sprzedaż swojego towaru. Do tego nigdy nie można być pewnym, że na przykład nagle z prawej lub lewej nie zaatakuje nas wesoła krowa, co przydarzyło mi się właśnie w tym miejscu. Wszędzie kręcą się kozy, psy, krowy, owce i ludzie, wybierający co lepsze warzywa. O ile z handlarzami zazwyczaj dogadamy się bez problemu po angielsku, to już z kolorowymi, ubranymi w sari handlarkami nie zamienimy ani słowa. Ale jak wszyscy wiedzą, człowiek jak głodny, to i z tym sobie poradzi. Podczas pobytu w Indiach często kupowaliśmy na tego typu targach, co wydawać by się mogło zajęciem bardzo przyjemnym ze względu na obecność takiej ilości pachnącego, świeżego jedzenia. Wszystko zapewne takie też by było, gdyby nie stała konieczność targowania się np. o cenę pomidorów, które dla lokalnego hindusa kosztują 20 rupii, a dla białego już 40. Podobnie dzieję się z każdym produktem, który wzbudzi nasze zainteresowanie. Mimo tego ogromnego minusa, kupowanie na takich bazarkach to ciągle doświadczenie, które sprawiało mi nie lada frajdę. Sama możliwość przebywania w tym wesołym rozgardiaszu i nasycenia oczu bogactwem kolorów jest dla mnie czymś niezwykłym. Na targu dostaniemy wszystko od warzyw, po mięso. Oczywiście o produktach z atestem lekarza weterynarii czy jakimkolwiek odgórnym potwierdzeniem jakości można tylko pomarzyć. Wszelkie produkty spożywcze kupujecie na własne ryzyko, bo jak złapiecie jakieś choróbsko to nie będzie do kogo iść z reklamacją. A tam choroby to nie przelewki, nawet hindusi boją się czasem jeść z ulicznych stoisk, bo nie wiadomo, czy tym razem nie spotka ich jakaś żołądkowa przypadłość. Owoce i warzywa sparza się wrzątkiem. Zupę czy herbatę często parzy się z filtrowanej wody.
Taki targ ma więc swoje walory estetyczne, ale trzeba pamiętać, że wszystko ma swoją cenę. Podczas całego pobytu najbarwniej wspominam rybny bazar w Kochi, stanie Kerala. Kiedy tamtejsi sprzedawcy dostrzegli białą parę, z której jedno miało aparat, drugie kamerę ujawniła się w nich dusza modela i zaczęli pozować, przybierając najróżniejsze pozycję i chwaląc się swoimi produktami. Bardzo miłe i ciekawe doświadczenie. Targ azjatycki ma coś w sobie i mimo panującego tam chaosu, przy odrobinie cierpliwości każdy zdoła się tam odnaleźć.

Delhi, okolice Jama Masjid

Srinagar, Kashmir

Srinagar, Kashmir

Kochi, Kerala

Kochi, Kerala

Kochi, Kerala

granaty, Srinagar, Kashmir

Srinagar, Kashmir

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...